Łączna liczba wyświetleń

sobota, 10 listopada 2012

CARRIE

Cześć! Jak tam Wam mija sobota? Bo mi całkiem, całkiem. Rano wcześnie wstałem, aby pojechać na zakupy potrzebne do szkoły. Kupiłem sobie buty do snowboardu. Chociaż miałem inne plany... Myślałem że  wstąpię do House'a i zakupię jakieś ciuchy, lecz okazało się, że jest remont i House zostanie otwarty dopiero 24.11. Niedawno przeczytałem książkę Stephena Kinga "CARRIE". To jest pierwsza powieść tego autora i muszę przyznać, że miło się ją czytało... W sumie nie za miło, bo historia opowiada o Carrie nastoletniej dziewczynie, z której rówieśnicy kpią. Jej matka jest bardzo religijną kobietą i chcę uchronić swoją córkę przed grzechem. Pewnego dnia dziewczyna dostaje propozycję pójścia na bal z chłopakiem Sue, która chcę, aby Carrie w końcu stała się śmielsza i  żeby rówieśnicy przestali z niej drwić. Ale czy Carrie, zgodzi się pójść na szkolną imprezę? A może to będzie kolejny żart, przez który Carrie będzie cierpieć? Tego dowiecie się czytając książkę! (haha! jak z recenzji na polski >.<) Książka ta została zekranizowana przez Briana De Palme w 1976 r., a Sissy Spacek grająca tytułową rolę została nominowana do Oskara. W najbliższym czasie zamierzam oglądnąć film.
I Stefanek, którego tu nie mogło zabraknąć*.*
Strasznie podoba mi się okładka książki!*.* A kotek jednak zostaje przy imieniu Stefan, ale bardzo dziękuję za propozycję! Dzisiaj wieczorem lub bardo późnym  wieczorem, jeśli mi się uda dodam kolejną notkę o filmie, który wczoraj oglądnąłem...
Więc paaa! Do następnej!

niedziela, 4 listopada 2012

Stefanoo!♥



Hej! Już ostatni dzień długiego łikendu. Choć nie będę narzekać... Ten łikend mi bardzo miło minął. We czwartek pojeździłem po cmentarzach i wróciłem do domu i do końca tego dnia wypocząłem jak nigdy dotąd, gdyż nie zawitali u mnie goście z czego jestem zdziwiony, bo zawsze ktoś przyjedzie, a tu nic... W piątek pomagałem dziadkowi ciąć drzewo. I podczas zanoszenia kawałków drewna usłyszałem miauczenie. Z początku myślałem, że mi się przesłyszało lecz dźwięk kota się powtórzył. Więc spoglądnąłem w kierunku słyszanego dźwięku. Kotek utkwił na drzewie... Niby drzewo nie było takie duże. By go uratować wziąłem grabie, które były pod ręką i przystawiłem je tak aby na nie wszedł. No i udało się! Kot ma może parę miesięcy. Z początku trochę drapał, ale chwilę potem się uspokoił. Zawołałem moją siostrę i ona się nim zajęła, a ja dalej poszedłem pracować. Gdy skończyłem kociak był już nakarmiony i spokojny. Zabraliśmy go do domu i zaczęliśmy prosić mamę o pozwolenie zatrzymania kota. Mama z początku mówiła, że to jest duży obowiązek, że kto się nim będzie opiekował i takie tam... W sumie po części miała rację, ale oczywiście uprosiliśmy ją. W piwnicy znaleźliśmy mu kącik, bo niestety w domu nie za bardzo mógł przebywać... Ale jakoś się zadomowił. W piątek był jeszcze przestraszony, natomiast już w sobotę dawał się pogłaskać, bawił się i... zaczął drapać. Przez co mam całe ręce podrapane. Mały rozrabiak! Siostra nazwała go Stefan. Nawet mi się spodobało to imię dla niego. Co o tym imieniu sądzicie? A tu jego zdjęcia(sorry za jakość ;<):
URWIS :)
 
A Wy macie jakieś pomysły na jego imię?
Gdzieś za godzinę jadę na zakupy. Pewnie wstąpię do house'a i coś zakupię. Jutro kartkówka z technologii gastronomicznej więc wieczór mam zajęty, a potem pewnie jeszcze poczytam książkę, którą w niedalekiej przyszłości się pochwale na blogu. Miłego dnia!
Paaaa!